Myszka odnaleziona po dwóch latach
Czyli historia o tym, jak pojechałem naprawiać Windowsa, a odkryłem człowieka, który przez dwa lata używał komputera bez myszki.
uid one
IT · SysOps · Helpdesk
Standardowe zgłoszenie
Któregoś dnia dostaję telefon.
Klasyka.
Coś nie działa.
Jakiś program.
Jakiś Windows.
Jakiś komunikat.
Czyli standardowy wtorek.
Próbuję więc przeprowadzić użytkowniczkę przez diagnostykę.
Nic skomplikowanego.
Dosłownie kilka kliknięć.
Najprostsza instrukcja świata
Mówię:
Proszę kliknąć Start.
Cisza.
Po chwili słyszę:
Ale czym?
Zastanawiam się chwilę.
Może źle usłyszałem.
Więc powtarzam:
Przycisk Start. W lewym dolnym rogu.
Na co słyszę:
Ale jak mam go kliknąć?
I tutaj po raz pierwszy poczułem, że ta rozmowa może nie skończyć się dobrze.
Eskalacja problemu
Próbujemy dalej.
Tłumaczę.
Opisuję.
Naprowadzam.
Nic.
Każde kolejne polecenie kończy się pytaniem:
Ale jak?
Po kilku minutach miałem już wrażenie, że próbuję telefonicznie nauczyć pilotażu śmigłowca.
W końcu poddałem się.
Powiedziałem:
Dobra, przyjadę.
Wizja katastrofy
W drodze układałem sobie różne scenariusze.
Może:
- monitor nie działa,
- system się zawiesił,
- pulpit zniknął,
- Windows oszalał,
- albo komputer jest obsługiwany głosem.
Po latach pracy nauczyłem się, że nie wolno zakładać niczego.
Rzeczywistość zawsze znajdzie sposób, żeby cię zaskoczyć.
Odkrycie
Docieram na miejsce.
Siadam przy komputerze.
Patrzę.
I od razu widzę coś dziwnego.
Przy komputerze siedzi starsza pani.
Tak dobrze po sześćdziesiątce.
Jedna z tych osób, które pamiętają czasy, kiedy monitor był cięższy od dzisiejszego komputera.
Patrzę na stanowisko.
I od razu widzę coś jeszcze dziwniejszego.
Nie ma myszki.
To znaczy…
Komputer był.
Monitor był.
Klawiatura była.
Myszki nie było.
Pytam więc:
A gdzie jest myszka?
Na co użytkowniczka odpowiada:
Nie mam.
Informatyczny archeolog
Okazało się, że kobieta od około dwóch lat pracowała bez myszki.
Dosłownie.
Poruszała się po całym systemie za pomocą:
- Tab,
- Shift+Tab,
- Enter,
- strzałek.
Windows był dla niej gigantyczną grą tekstową.
Menu Start otwierała z klawiatury.
Programy uruchamiała z klawiatury.
Okna zamykała z klawiatury.
Przez dwa lata używała komputera tak, jakby Microsoft projektował Windowsa dla administratorów UNIX-a.
I właśnie dlatego polecenie:
Kliknij Start.
było dla niej kompletnie niezrozumiałe.
Bo ona niczego nie klikała.
Nigdy.
Śledztwo trwa
Sprawa jednak nie dawała mi spokoju.
Bo przecież kiedyś tę myszkę musiała mieć.
Zaczynam więc rozglądać się po biurku.
Pod biurkiem.
Za monitorem.
I wtedy postanowiłem odsunąć stolik.
Znalezisko
Za biurkiem.
W kurzu.
Pomiędzy kablami.
Leżała myszka.
I nie byle jaka.
Stara.
Prawdziwa.
Kulkowa.
Taka z gumową kulką od spodu.
Pamiętacie jeszcze te czasy, kiedy raz na miesiąc trzeba było wyciągać kulkę i wydłubywać z rolek kożuch kurzu wielkości chomika?
Właśnie taka.
Kulka była tak zawalona kurzem, że wyglądała bardziej jak eksponat archeologiczny niż urządzenie wejściowe.
Ale była.
Podłączona.
Sprawna.
Po prostu leżała tam od dwóch lat.
Rekonstrukcja wydarzeń
Pytam:
To dlaczego jej pani nie używa?
Na co słyszę odpowiedź, która do dziś zajmuje wysokie miejsce w moim prywatnym rankingu zgłoszeń.
Bo ją zgubiłam.
Patrzę na myszkę.
Patrzę na nią.
Patrzę znowu na myszkę.
I pytam:
Przez dwa lata?
Na co całkowicie poważnie odpowiada:
No tak.
Myszka leżała dokładnie 40 centymetrów za biurkiem.
Przez dwa lata.
Rozwiązanie problemu
Wyciągnąłem myszkę.
Położyłem na biurku.
Użytkowniczka spojrzała na nią jak człowiek odnajdujący zaginionego członka rodziny.
Po chwili zapytała:
To mogę jej używać?
I w tym momencie zrozumiałem, że niektórych problemów nie da się przewidzieć żadnym szkoleniem.
Morał działu IT
Przez lata pracy spotkałem ludzi, którzy:
- zgubili dane,
- zgubili hasła,
- zgubili laptopy,
- zgubili serwery w szafach rackowych.
Ale tylko raz spotkałem osobę, która zgubiła myszkę…
…i przez dwa lata uznała, że tak już będzie.
I szczerze mówiąc, podziwiam determinację.
Bo większość ludzi zgłosiłaby problem po pięciu minutach.
Ona po prostu nauczyła się obsługiwać Windowsa od nowa.