zaktualizowano 14 kwietnia 2026 3 min czytania
Okładka artykułu: Komputer, który wyłączał się od dotyku

Komputer, który wyłączał się od dotyku

Cztery dni diagnozy, logów, stresu i kombinowania. Winna okazała się biżuteria silniejsza niż dział IT.

Avatar: uid two

uid two

IT · SysOps · Helpdesk

Zgłoszenie z gatunku paranormalnych

Telefon rano, klasyka:

Dzień dobry, komputer mi się wyłącza.

No dobrze. Komputerom się zdarza.
Temperatury. Windows. Aktualizacje. Sterowniki. Duchy korporacyjnego Active Directory.

Ale problem był dziwny.

Pracownica mówiła, że:

  • komputer normalnie się uruchamia,
  • przechodzi ekran logowania,
  • da się chwilę pracować,
  • i nagle:

pstryk

Czarny ekran. Wyłączony.

Bez bluescreena. Bez komunikatu. Bez sensu.

Support level: desperacja

Pierwszy dzień:

  • sprawdzanie temperatur,
  • test RAM-u,
  • podmiana kabla,
  • diagnostyka sprzętu,
  • aktualizacje sterowników,
  • „może Windows”.

Drugi dzień:

Może listwa?

Nie.

Może UPS?

Nie.

Może użytkownik coś naciska?

Też nie.

Trzeci dzień zaczynasz już rozmawiać z komputerem jak z człowiekiem.

Powiedz mi po prostu, czego chcesz.

Komputer nie odpowiadał.
Jak większość ticketów oznaczonych jako urgent.

Najlepszy monitoring: patrzenie

Po czterech dniach powiedziałem:

Dobra. Proszę jutro zrobić wszystko dokładnie przy mnie. Od wejścia do biura.

I zaczyna się rekonstrukcja zdarzeń.

Pracownica:

  • wchodzi,
  • odkłada torbę,
  • siada,
  • odpala komputer,
  • loguje się,
  • otwiera Outlooka,
  • zaczyna pracować…

I nagle:

klik

Komputer martwy.

Ale tym razem coś zauważyłem.

Wyłączał się dokładnie wtedy, kiedy kładła lewą rękę przy klawiaturze.

Nie „czasami”.
Nie „mniej więcej”.

Idealnie wtedy.

CSI: Helpdesk

Powtórka.

Ręce na klawiaturze.

Pstryk.

Jeszcze raz.

Pstryk.

W tym momencie człowiek przestaje być informatykiem, a zaczyna egzorcystą sprzętu biurowego.

Patrzę na rękę.

Bransoletka.

Taka metalowa. Elegancka. Z dużym zapięciem magnetycznym.

I oczywiście los chciał, że dokładnie pod miejscem, gdzie opierała dłoń, był dysk.

Magnes kontra infrastruktura

Okazało się, że magnes był na tyle mocny, że komputer dostawał kompletnego pierdolca.

Nie wiem, co tam dokładnie przeżywał dysk:

  • kryzys egzystencjalny,
  • załamanie pola magnetycznego,
  • czy po prostu elektronika mówiła:

Absolutnie nie.

Wiem tylko jedno:

Komputer działał idealnie.

Dopóki nie został zaatakowany biżuterią.

Najgorsze w takich problemach

Najgorsze jest to, że później próbujesz to opowiedzieć komuś z zespołu.

Słuchaj, komputer wyłączał magnes w bransoletce.

I widzisz ten wzrok.

Ten sam wzrok, którym ludzie patrzą na:

  • administratora mówiącego „to DNS”,
  • programistę mówiącego „u mnie działa”,
  • albo handlowca pytającego, czy da się odzyskać plik z kosza sprzed pół roku.

Morał działu IT

Czasami problemem nie jest:

  • Windows,
  • hardware,
  • sieć,
  • sterowniki,
  • ani użytkownik.

Czasami problemem jest…

biżuteria o parametrach sprzętu wojskowego.

Od tamtej pory już nigdy nie śmieję się z absurdalnych zgłoszeń.

Bo gdzieś tam istnieje supportowiec, który przez tydzień debugował… bransoletkę.