Komputer nie przetrwał pierwszego dnia
Czyli historia o tym, jak nowy komputer przegrał walkę z kablem sieciowym i siłą ludzkiej frustracji.
uid two
IT · SysOps · Helpdesk
Operacja: idealne wdrożenie
Dostałem zadanie przygotowania nowego komputera dla pracownika.
Nowiutki sprzęt. Prosto z pudełka. Jeszcze pachniał fabryką i niespełnionymi obietnicami producenta.
I jak to zwykle bywa w IT:
- instalacja systemu,
- konfiguracja programów,
- przenoszenie danych,
- drukarki,
- VPN,
- poczta,
- uprawnienia,
- Teams,
- podpisy,
- piętnaście restartów,
- trzy razy dlaczego Outlook znowu pyta o hasło.
Cały dzień roboty.
Plan był prosty:
pracownik przychodzi, zamyka starego kompa, odpala nowego, wszystko działa, IT ma jeden spokojny dzień w życiu.
Oczywiście los nie mógł do tego dopuścić.
Dzień pierwszy
Komputer działał idealnie.
Zero problemów. Zero ticketów. Zero telefonów.
Już zaczynałem wierzyć, że tym razem naprawdę się udało.
I wtedy następnego dnia dostaję zgłoszenie:
Komputer jest uszkodzony.
Idę na miejsce.
Patrzę.
Port RJ45 wyrwany z obudowy jak po ataku niedźwiedzia.
Nie poluzowany.
Nie pęknięty.
WYRWANY.
Fizycznie.
Jakby ktoś próbował odpiąć internet przy użyciu techniki:
siła razy frustracja.
Śledztwo działu IT
Pytam spokojnie:
Co się stało?
Odpowiedź:
No nie mogłem wyciągnąć kabla.
I tutaj pojawia się ten moment, kiedy support musi zachować profesjonalizm mimo walki o życie własnych neuronów.
I?
No to pociągnąłem mocniej.
Mocniej.
MOCNIEJ.
Chciałbym zaznaczyć, że kabel RJ45 posiada taki mały plastikowy zatrzask.
Taki mechanizm zaprojektowany specjalnie po to, żeby:
- nie wyrywać portu,
- nie demolować elektroniki,
- i nie testować wytrzymałości obudowy metodą hydrauliczną.
Ale najwyraźniej zatrzask przegrał z determinacją użytkownika.
Komputer klasy wojskowej
Najlepsze miało dopiero nadejść.
Bo po całym zdarzeniu usłyszałem:
Trochę słaby ten komputer, skoro port tak łatwo odpadł.
I wtedy człowiek zaczyna rozumieć, dlaczego producenci sprzętu nie robią laptopów z tytanu pancernego.
Bo użytkownik potraktowałby to jako wyzwanie.
Problem warstwy ósmej
W IT istnieje stara zasada:
Jeśli coś wygląda na awarię sprzętu, bardzo często jest to człowiek.
I naprawdę próbuję być wyrozumiały.
Każdy może coś przypadkiem uszkodzić.
Ale wyrwanie portu sieciowego po jednym dniu użytkowania to już nie jest przypadek.
To achievement.
Poziom:
Legendary hardware destroyer.
Dokumentacja techniczna incydentu
W protokole mogłem równie dobrze wpisać:
- uszkodzenie mechaniczne,
- port wyrwany,
- komputer po spotkaniu z siłą natury.
Bo ciężko profesjonalnym językiem opisać sytuację, w której człowiek przegrał psychicznie z kablem internetowym.
Morał działu IT
Od tamtej pory, gdy wydaję nowy komputer, mam ochotę dodawać krótką instrukcję:
Obsługa kabla sieciowego:
- Nie ciągnąć jak przy odpalaniu kosiarki.
- Wcisnąć zatrzask.
- Komputer nie jest przeciwnikiem fizycznym.
Ale wiem, że nikt by tego nie przeczytał.
Tak samo jak nikt nie czyta:
- komunikatów systemowych,
- instrukcji,
- ani maili od działu IT z tematem:
WAŻNE.